piątek, 11 października 2013

Bombay Cat z Revelation Cat

Piwo w stylu Black Double IPA, górnej fermentacji, potrójnie chmielone na zimno
Producent: browar Revelation Cat
Ekstraktu nie podano, alk. 9% obj.
Cena: 17,75zł (piwosz-sklep.pl)
Skład: woda, zasypu nie podano, dosłownie "ulewa ultra agresywnych chmieli", drożdże
IBU: bomba chmielowa (podobno trzycyfrowe)

Co wypiję jakieś ciekawe piwo, zrobię zdjęcia i zabieram się do pisania, to "Cześć tu Tomek Kopyra z blogu blogkopyra.com" wrzuca videorecenzję zanim zdążę cokolwiek napisać i opublikować u siebie. I wychodzę na kseroboja ;) W sumie stał Kot z Bombaju ponad miesiąc w lodówce i czekał na opisanie ze 3 tygodnie po wypiciu, więc sam sobie jestem winny. Kopyrowi zdecydowanie nie można odmówić wiedzy i zacięcia - dwa materiały dziennie to jest coś. Dobrze, bo chociaż jest co przy śniadaniu oglądać. Ja mam niestety tak, że im potencjalnie fajniejsze piwo, tym dłużej się zbieram do opisania. A że black double IPA brzmiało zacnie, to naczekał się kotek na wypicie. Piwo samo prosi o picie jak najszybciej ('Drink me as fresh as possible, so get on with it!'), a ja się opierałem.

Browar Revelation Cat założył Alex Liberati, z pochodzenia pół Anglik, pół Włoch, urodzony i mieszkający w Rzymie. Podobno w wieku lat około 20 ruszył się z Wiecznego Miasta, zaczął podróżować po świecie i zdobywać wiedzę o piwie. Wiedzę tę następnie spożytkował przy zakładaniu baru w Rzymie (nie mylić z tą karczma co się Rzym nazywa) i firmy Impexbeer importującej/eksportującej rzemieślnicze piwa. Gdy najwyraźniej znudził się wyborem piw oferowanych przez innych, zaczął "kontraktowo i kolaboracyjnie" warzyć piwa pod marką Revelation Cat, by w końcu w 2012 osiąść na swoim w browarze w nadmorskim Broadstairs, hrabstwo Kent. Tyle mówi legenda... i strona browaru.

Od razu widać, że wybór piw oferowanych przez Revelation Cat is not for pussies. Większość z nich jest dość szczodrze, lub bardzo szczodrze chmielona, a i woltów piwowar z Rzymu im nie szczędzi. Ale za około 20zł za 0,33l chciałbym spodziewać się czegoś wybitnie urywającego dupsko.


Ogólny design opakowań powoduję, że absolutnie wyskakuję z kapci. Jako staruszka wychowanego na rozpikselizowanej grafice, zagrywającego się w podstawówce z kumplami w Contrę na Pegazusie, zachwycają mnie bez reszty oldschoolowe projekty etykiet. Kontretykiety są równie świetne, parametry piwa są przedstawione w iście 8-bitowej konwencji. Aż się chce odpalić jakiś emulator. Całość dopełnia świetny kapsel z kotem, przypominającym mocno Kota z Cheshire w wersji American McGee's Alice (Rewelacyjny Kot z Kent?).


To tyle z zewnątrz, a co kotek ma w środku? Po przelaniu formuje się dość niska, ale drobna piana. Opada podczas picia do bardzo wątłego krążka dookoła szkła. Ale przy tej ilości alkoholu ciężko utrzymać dobrą pianę. Płyn w kolorze kota z etykiety, pod światło lekkie brunatne refleksy.

W zapach bardzo żywiczny chmiel i trochę palności. Wychodzi też dość wyraźnie alkohol. Jest fajnie, ale pod względem zapachu mogłoby być trochę ciekawiej.

Bombay Cat jest dość wytrawne, więc goryczka atakuje człowieka już po pierwszych łykach. W żadnym wypadku nie jest natomiast tępa i obezwładniająca, raczej atakuje znienacka jak pantera zza krzaka chmielu (jeżeli gdzieś oprócz etykiet pantery występują obok krzaków chmielu). W miarę ogrzewania dochodzi jeszcze odrobina bardzo gorzkiej czekolady i trochę zbyt dużo alkoholu jak na mój gust. Piwo natomiast pije się bardzo przyjemnie, goryczka nie zalega. Przypomina posmak po zjedzeniu bardzo gorzkiego grapefruita, poprawienia kilkoma granulkami chmielu i przegryzienia go czekoladą 90% - nigdy takiej mieszanki nie próbowałem skonsumować, ale tak pewnie musiałoby smakować. Wysycenie jest dość niskie, co jeszcze poprawia pijalność.

Ocena: 4,25/5

Bombay Cat jest piwem intrygującym i wyrazistym. Nie jest oczywiście piwem dla każdego, bo jeżeli nie lubicie mocnej goryczki, to nie zbliżajcie się do tego koteczka. Nie jest to również piwo doskonałe, bo moim zdaniem dzieje się tam trochę za mało w zapachu i alkohol na mój gust jest trochę za bardzo wyczuwalny. Zdecydowanie warto się jednak na niego szarpnąć te 18-20 zyli, bo ciężko będzie znaleźć w Polsce coś o podobnych walorach zapachowo-smakowych. Ja przynajmniej czarną podwójną IPAę piłem po raz pierwszy.

Bardzo ciekaw jestem innych piw od Alexa Liberatiego, w lodówce czeka na mnie jeszcze Double Dealer z Revelation Cat, o którym mam nadzieje już niedługo.

0 komentarze:

Publikowanie komentarza

 
Blog jest wyłącznie dla osób pełnoletnich. Czy masz skończone 18 lat?

TAK NIE
Oceń blog