piątek, 3 stycznia 2014

Przy piwku: Descent - Journeys in the Dark Second Edition

Przedstawiamy kolejną grę planszową, którą katujemy przy piwku - Descent - Journeys in the Dark.

Descent przeznaczony jest dla 2-5 graczy. My graliśmy w czwórkę i jest to chyba najlepsza opcja. Przy piątce byłoby za dużo bałaganu i czekania na swoją kolejkę. Gracze dzielą się na bohaterów i jednego Overlorda (muahahaha), czyli odpowiednik RPGowego Mistrza Gry. Bohaterowie przemierzają coraz to nowe labirynty plansz, by w końcu zmierzyć się z władcą podziemia. Z kolei Overlord ma im w tym oczywiście przeszkodzić.

Mechanika gry

Kampania podzielona jest na questy. Każdy quest trwa od 1 do 3-4 godzin (w zależności od czasu zastanawiania się nad kolejnymi ruchami, który jest wprost proporcjonalny do ilości wypitych piw). Aby skończyć grę, musimy przejść 9 questów (w tym jeden krótszy na start i finał na koniec gry). Dzięki podziałowi na przygody, przy każdym spotkaniu można rozegrać jeden quest, po czym gra jest pakowana do pudełka i czeka na kolejne spotkanie.

Mapa kampanii z wszystkimi questami (źródło: fantasyflightgames.com)


W Descencie questy rozgrywane są na planszach składanych z mniejszych elementów. Plansza podzielona jest na kwadratowe pola, po których poruszają się bohaterowie i przebrzydłe potwory. Oprócz postaci na planszy występują też drzwi, skrzynki ze skarbami i inne elementy specjalne.

Plansze podzielone są na pola, które mogą być zajmowane przez postacie (mają  one określoną ilość ruchów na turę). (źródło: fantasyflightgames.com)
Walki między postaciami rozstrzygane są przy użyciu zestawu specjalnych kostek (są to tradycyjne K6tki jednak z unikalnymi symbolami zamiast oczek). Oprócz samych obrażeń liczą się też umiejętności specjalne postaci (do wykorzystania, jeżeli na kostkach pojawią się odpowiednie symbole). Postacie mają też do dyspozycji ekwipunek oraz specjalne umiejętności zależne od wybranej klasy bohatera.

Potwory też potrafią otwierać drzwi ;)


Postacie i potwory

Bohaterowie na początku kampanii wybierają swoje postacie. Do wyboru mają 20 kart podzielonych na 4 klasy i 8 podklas. Klasy te są dosyć standardowe - znane z innych światów fantasy (czarodzieje, berserkerzy, druidzi i inne fantastyczne barachło). Każda postać ma swoje cechy specjalne, umiejętności startowe i ekwipunek. Po wykonywaniu questów postacie otrzymują punkty doświadczenia, które mogą wydawać na rozbudowę umiejętności (takich jak młynek atakujący wszystkich wrogów dookoła, czy wydłużenie zasięgu strzału z łuku). Postacie mogą też dokonywać zakupów nowych przedmiotów w sklepie.

Zombie czyhające na biednych bohaterów. Figurki są solidne i wykonane dokładnie, chociaż niepomalowane.


Overlord natomiast ma do dyspozycji niezliczone rzesze potworów określone dla każdej przygody. Są tu ogromne pająki, przygniłe zombiaki, smoki, wilki (moje ulubione ;]) i wiele innych. Oprócz potworów władca podziemi otacza się też porucznikami, którzy mają swoje wyjątkowe zdolności i są związane z fabułą poszczególnych questów.

Tak, to wszystko mieści się w pudełku (źródło: boardgamegeek.com)


Nasze wrażenia

Descent - Journeys in the Dark jest grą wykonaną profesjonalnie i solidnie. Nie dziwi to, wydana jest przez Fantasy Flight Games, a oni na jakości nie oszczędzają. Pudełko jest wypchane do granic możliwości, więc trzeba spakować wszystko z głową, nie da się tak po prostu elementów gry wrzucić do pudełka. Plansze są różnorodne i klimatyczne. Figurki wyglądają jak żywe (za wyjątkiem zombiaków, które wyglądają oczywiście na nieżywe). Postacie bohaterów odpowiadają ich cechom. To samo dotyczy wszystkich kart i żetonów. Jedyne do czego można się tu przyczepić to cena gry (ponad 200 zł) oraz brak figurek poruczników Overlorda (zamiast nich mamy zwykłe żetony), czyli bohaterów specjalnych złej strony. Natomiast Ci są do zakupienia każdy w osobnym rozszerzeniu - umiejętne wyciąganie funduszy FFG również ma opanowane do perfekcji.

Na uwagę zasługuje też sam pomysł rozgrywki. Po pierwsze, gra w dużej mierze polega na planowaniu taktyki kolejnych posunięć nie tylko na ten ruch, ale też i na kilka ruchów w przód. Do tego dochodzą elementy RPG, czyli możliwości stopniowej rozbudowy umiejętności bohaterów i czarów Overlorda. Gracze mają wybór w co warto inwestować, tak aby dopasować rozgrywkę do ich taktyki.

Starcie z wyjątkowo paskudnym monstrum
No i wreszcie mamy tu podział kampanii na niedługie questy. Dzięki temu nie ma ryzyka, że spotkanie przedłuży się i trzeba będzie siedzieć do późnej nocy (jak przy Magii i Mieczu). A jednocześnie gracze chętnie wracają do kolejnych questów, które są kontynuacją jednej kampanii.

Modułowość gry powoduje również, że oprócz wielu oficjalnych dodatków do gry, istnieje możliwość tworzenia swoich własnych scenariuszy. Na stronie producenta jest dostępne bardzo rozbudowane, intuicyjne i funkcjonalne narzędzie do planowania pojedynczych misji, a nawet całych minikampanii.

Ponadto, w grze mamy dosyć dobre połączenie losowości z wpływem podejmowanych decyzji. Często zdarza się, że uderzenie nie trafia w cel, więc warto mieć zaplanowane rozwiązania awaryjne. Losowość ta w połączeniu z konstrukcją niektórych kampanii może wywoływać sporą frustrację wśród graczy. Czasem będzie wydawać się, że gra jest niezrównoważona (zarówno w stronę Overlorda, jak i bohaterów). Ale z drugiej strony, te wychylające się szale szans są tak zbalansowane, że patrząc na całą kampanię widać będzie pewną równowagę.

Ogólnie rzecz biorąc, gra ciekawie łączy elementy rozgrywki przygodowej, planowania i taktyki oraz cech wspólnych dla gier RPG (np. rozwój postaci). Jest warta swoich pieniędzy i zdecydowanie ją polecamy.

0 komentarze:

Publikowanie komentarza

 
Blog jest wyłącznie dla osób pełnoletnich. Czy masz skończone 18 lat?

TAK NIE
Oceń blog