czwartek, 12 grudnia 2013

Cream Stout z St. Peter's Brewery

St. Peter's Cream Stout
Piwo w stylu milk stout / sweet stout / cream stout, górnej fermentacji, pasteryzowane
Producent: St. Peter's Brewery
Ekstraktu nie podano, alk. 6,5% obj., IBU: 35
Cena: 11,60zł (Piwne Rozmaitości)
Skład: woda, mieszanka 5 lokalnych słodów; chmiele: Fuggles i Challanger; drożdże. Nie piszą, co prawda, o laktozie, ale może też być ;)

Z browarem St. Peter's miałem już nieco styczności w ramach butelek 2-3 wcześniejszych butelek i lanego piwa w The Eclipse Inn w Łodzi. Mam też do nich ogromny sentyment, bo pierwsze domowe piwo robiłem z ich brewkita (St. Peters IPA). Brewkit spokojnie mogę polecić wyszło bardzo dobrze. A jak z piwem fermentowanym u Świętego Piotra na miejscu?

Co do samego browaru, to został założony w roku 1996 w budynkach gospodarczych przylegających do St. Peters Hall. Historia tej posiadłości sięga aż 1280. roku, lecz sam browar jest dość młodym dodatkiem. Właścicielem browaru jest John Murphy, który, co ciekawe dla ludzi z branży reklamowej (np. mnie), jest również założycielem firmy doradczej Interbrand. Co roku przygotowuje ona prestiżowe zestawienie najbardziej wartościowych marek na świecie.

Cream Stout to rzecz, która w lodówce już trochę u mnie stała. Czekał na International Stout Day, niestety byłem wtedy akurat na Audio Show 2013 w stolycy, więc stwierdziłem, że nie ma co targać stouta do lasu. Czy drewna do Warszawy, no jakoś tak. Dlatego poczekał jeszcze trochę i ostatnio stwierdziłem, że można by go w końcu odkapslować.

Design opakowań St. Peter's Brewery jest prześliczny i cudownie oldschoolowy. Gruba, wypukła butla przypominająca apteczne szkła z XIX. wieku. Drobna fioletowa etykieta z przodu i wielka kontretykieta z wyczerpującym opisem całości. Do tego firmowy kapsel z wroną (tutaj akurat nie mam pojęcia czemu) i kluczem Świętego Piotra. Widać, że właściciel na brandingu zna się doskonale ;) Szkoda, co prawda, że większość butelek jest zielona, bo skunks może się czaić, ale mój egzemplarz prawie prosto z kartonu w sklepie trafił do mnie do lodówki (akurat butelka od Cream Stoutu i Portera jest trochę bardziej brązowa niż pozostałych świętopiotrowych).


W szkle prezentuje się okazale, ciemny (ale nie czarny) stout z niezłą drobno- i średnio-pęcherzykową pianą. Ta jest z nami w zasadzie do końca, krążkując niewielką obrączką na szkle. Zapach palonych słodów i mlecznej czekolady po ogrzaniu uzupełniają lekkie nuty owocowe i dość przyjemny alkohol.

W smaku jest mniej "milaśne" jak w zapachu - czekolada i paloność od słodów uzupełniona solidną jak na ten styl goryczką. Czuć po ogrzaniu również nieco owoców i alkoholu, ale pije się niesamowicie przyjemnie i szybko znika ze szkła. Nie jest wcale za słodkie, nawet można by powiedzieć, że dzięki dość dużej paloności idzie w stronę wytrawnego (oczywiście jak na milk stouta).

Ocena: 4/5

Nie spodziewajcie się fajerwerków i wodotrysków (piwotrysków?) - jest to bardzo ułożone piwo, nie jest przesadzone w żadną stronę. Smakuje znakomicie, ma świetną oprawę, jest bardzo pijalne, ale czy zapamiętacie je na dłużej? To już zależy od tego czy lubicie stouty z laktozą. Jeżeli tak, to obowiązkowa pozycja do spróbowania, chociażby po to, żeby mieć o nim wyrobione zdanie.

0 komentarze:

Publikowanie komentarza

 
Blog jest wyłącznie dla osób pełnoletnich. Czy masz skończone 18 lat?

TAK NIE
Oceń blog